Powszechnie panuje błędne przekonanie, że stare ubrania ofiarowane organizacji charytatywnej i innym osobom są swobodnie rozprowadzane w krajach rozwijających się. Mogą one wprawdzie tworzyć miejsca pracy, ale jednocześnie hamują rozwój.
Ulotki od organizacji charytatywnych i firm zajmujących się recyklingiem odzieży cały czas wpadają do skrzynki na listy z prośbami o darowizny starych ubrań. Na parkingach supermarketów znajdują się banki odzieży na niechciane, nadające się do noszenia ubrania, ale dokąd to wszystko zmierza?
Uszkodzona odzież jest poddawana recyklingowi i ponownie wykorzystywana jako materiał izolacyjny, a brudna odzież trafia na wysypiska śmieci lub jest spalana. Niektórzy chodzą do sklepów charytatywnych przy głównych ulicach, ale szacunki wskazują, że sprzedaje się tylko 10-30%. Większość ofiarowanej odzieży jest eksportowana za granicę. Tylko z Europy sprzedaje się rocznie 351 milionów kilogramów odzieży (co odpowiada 2,9 miliardom koszul). Pięć najlepszych do eksportu państw to Polska, Ghana, Pakistan, Ukraina i Benin.

Na całym świecie wartość hurtowego handlu odzieżą używaną wynosi ponad 12,8 mld złoty.

Chociaż noszenie starych ubrań jest bardziej ekologiczne, zwolennicy argumentują, że eksport ubrań używanych na cały świat zmniejsza ilość odpadów. Ale ten zielony argument często pomija jedno ważne pytanie: jaki jest wpływ używanej odzieży na rynki lokalne?
W rzeczywistości powszechnym błędem jest przekonanie, że organizacje takie jak i Armia Zbawienia rozdają odzież używaną bez ograniczeń w krajach rozwijających się. Aby być uczciwym wobec największych organizacji charytatywnych, nie gwarantują, że oddadzą stare dżinsy i koszulki za darmo, ale nie jest łatwo zrozumieć, że podarowane ubrania zostaną sprzedane handlowcom, którzy następnie je sprzedadzą w sklepach detalicznych.
Odzież używana z szeregu krajów rozwiniętych dominuje na lokalnych straganach w Afryce Subsaharyjskiej. Na całym kontynencie afrykańskim odzież używana jest filarem nieoficjalnego handlu, stanowiąc nawet większość sprzedaży odzieży w niektórych krajach. Odzież używana z szeregu krajów rozwiniętych dominuje na lokalnych straganach w Afryce Subsaharyjskiej. Na całym kontynencie afrykańskim odzież używana jest filarem nieoficjalnego handlu, stanowiąc nawet większość sprzedaży odzieży w niektórych krajach.
Na afrykańskich targowiskach używana para dżinsów kosztuje zazwyczaj 15 zł, a koszulka 5 zł.

Ubrania używane są tańsze niż nowe i zwykle lepszej jakości, ale średni dzienny dochód w Mozambiku wynosi zaledwie 5 zł, więc nawet na używane ubrania trudno sobie pozwolić.

Sprzedaż odzieży zapewnia pewne miejsca pracy, ale ma również negatywne skutki.
Posiadacze stoisk, mogą zarabiać na życie i utrzymać rodzinę sprzedając odzież używaną, ale różna jakość odzieży używanej sprawia, że jest to ryzykowne źródło utrzymania. Afrykańczycy mają niewielki wpływ na to, jakie ubrania używane są dostępne w sprzedaży. Używane ubrania są również często w złym stanie, co utrudnia ich sprzedaż, a wiele zagranicznych ubrań po prostu nie pasuje do lokalnych mód i kształtów ciała. Podarowana bielizna budzi wątpliwości co do godności ludzkiej, a niektóre kraje, takie jak Zimbabwe, wprowadziły zakaz importu bielizny.
Oprócz skutków społecznych i kulturowych, są również skutki gospodarcze używanej odzieży importowanej, która buduje relacje zależności od Zachodu i pod wieloma względami uniemożliwia rozwój Afryki.

Po zakończeniu kolonializmu plan zakładał, że Afrykanie będą produkować własne ubrania i inne podstawowe towary.


Aby pomóc w uprzemysłowieniu i rozwoju gospodarek, tak jak to miało miejsce w Chinach i Korei Południowej. Jednak w latach 80. i 90. przemysł odzieżowy zmniejszył się, a import odzieży używanej wzrósł.
Przywódcy afrykańscy byli zmuszeni do liberalizacji swoich gospodarek pod naciskiem politycznym ze strony banków i rządów na Zachodzie, które wcześniej pożyczały im pieniądze i którym były winne masowe spłaty odsetek. Liberalne reformy gospodarcze na rynku oznaczały usunięcie barier handlowych, takich jak podatki i kontyngenty importowe, które chroniły nowe fabryki. Kiedy kruche gospodarki były otwarte na import – jak np. tanie ubrania używane – doszło do masowego załamania się ogromnej części lokalnego przemysłu. Tańsze towary z importu zalały afrykańskie rynki, a pracownicy fabryk odzieżowych stracili pracę.
Tymczasem kryzysy zadłużenia oraz długoterminowy spadek cen produktów rolnych, takich jak bawełna, doprowadziły do spadku dochodów na całym kontynencie. Jedną ze smutnych ironii dzisiejszej zglobalizowanej gospodarki jest to, że wielu rolników produkujących bawełnę i pracowników fabryk w krajach takich jak Zambia jest obecnie zbyt biednych, aby pozwolić sobie na jakiekolwiek ubrania inne niż importowane ubrania używane z Zachodu, podczas gdy 30 czy 40 lat temu mogli oni kupować lokalnie produkowane nowe ubrania.
Zahamowanie handlu odzieżą używaną nie wystarczy do rozwoju przemysłu odzieżowego w samej Afryce, ale stare dżinsy i podkoszulki są często niezamierzoną częścią problemu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here